aukcje internetowe





    Strona główna
    Aktualności
    Bezpieczeństwo
    Czarna lista
    Forum aukcyjne
    Opłaty
    Opłaty pocztowe
    Płacę z Allegro
    Powiadomienia
    Programy offline
    Regulaminy
    Statusy użytkownika
    Słownik
    Subskrybcje
    Serwisy aukcyjne
    System komentarzy
    Strona użytkownika
    Pomocne serwisy
    Transfer rankingu
    Weryfikacja danych
    Wyszukiwarki









Witam w serwisie poświęconym aukcjom internetowym

Serwis powstał zwłaszcza z myślą o początkujących internautach, którzy chcieliby skorzystać z możliwości zakupów przez internet za pośrednictwem aukcji internetowcy. Postaram się w przystępny sposób wyjaśnić podstawowe kwestie i pojęcia związane z aukcjami online.

Bez wątpienia aukcje internetowe to ogroma giełda dostępna poprzez sieć Internet na której można zarówno sprzedawać towary jak i je kupować. Dotyczy to używanych jak i nowych towarów. Z pewnością większość Internautów spotkała się już z nazwą Allegro - największego polskiego serwisu aukcyjnego.
Każdego dnia poprzez Allegro dokonywana jest ogromna ilość sprzedaży towarów. Oczywiście istnieją również inne serwisy aukcyjne, nie tylko Allegro ale także eBay czy Świstak ... i wiele innych.

Aukcje internetowe to miejsce gdzie można kupić przedmioty o wiele taniej niż w sklepach, ale nie jest to regułą i zawsze warto sprawdzić jakie są ceny w sklepie za rogiem ... Uważajmy też aby nie zostać oszukanym. Wysyłka za pobraniem wcale nie daje nam gwarancji, że nie zostaniemy oszukani - w przesyłce za którą zapłacimy przy odbiorze nie muszą znajdować się przedmioty które oczekujemy tam znaleźć. Dlatego też najlepiej kupować od osób mieszkających niedaleko i zgadzajacych się na odbiór osobisty. Jeśli już jednak transakcję będziemy przeprowadzać za pośrednictwem poczty starajmy się kupować u osób wiarygodnych - sprawdzajmy komentarze wystawione przez innych użytkowników.



Aktualności i ciekawostki ze świata aukcji online

Możliwość kupna na Allegro bez rejestracji konta

Aukcje Allegro udostępniły możliwość zakupu bez zakładania konta na Allegro przedmiotów wystawionych na aukcje. Pomysł ten wzbudził wiele kontrowersji, ale pomimo tego wszedł w życie ... WEarunkiem zakupu na Allegro bez zakłądania konta jest uregulowanie płatności za pomocą systemu Płacę z Allegro.



Domena Hanna Gronkiewicz

Wystarczyło kilka minut na internetowej aukcji, by zdobyć tę domenę, i to zgodnie z prawem. W sieci do sprzedania jest jednak więcej adresów znanych osób. W internecie może się pod nich podszyć każdy.

- Cieszę się, że ostatecznie nie trafiła w niepowołane ręce. Wiem, że domenę można kupić bardzo łatwo i wykorzystać w sposób, jakiego bym sobie nie życzyła - komentuje Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Na półce obok dzwonka Adres hannagronkiewiczwaltz.pl wystawił na sprzedaż mieszkaniec Szczecina, jeden z użytkowników Allegro.pl. Na wirtualnej półce domena leżała między bezprzewodowym dzwonkiem na baterie do drzwi a maczetą orientalną. I pewnie gdyby nie zdjęcie pani prezydent, które ją reklamowało, nikt nie zwróciłby uwagi. Skontaktowaliśmy się z panem Arkiem ze Szczecina. Okazało się, że w swojej ofercie ma też m.in. domenę janmariarokita.pl. Gdy zaproponowaliśmy, że odkupimy adres pani prezydent, w odpowiedzi usłyszeliśmy „nie”. - Muszę naradzić się z żoną - tłumaczył sprzedawca. Podczas kolejnej rozmowy telefonicznej dobiliśmy targu.

Legalne czy nie? Na temat działalności osób zakładających domeny takie jak hannagronkiewiczwaltz.pl prawnicy mają podzielone zdania. - Samo ich tworzenie nie jest zakazane. Osób o takim samym nazwisku może być kilka - uważa prawnik Robert Smoktunowicz. - Dopiero kiedy na stronie internetowej z takim adresem pojawią się jakieś niestosowne treści albo ktoś będzie się podszywał pod osobę, której nazwisko zawiera domena, można wystąpić do sądu o zakazanie publikacji - wyjaśnia Smoktunowicz. Innego zdania jest jednak mecenas Maciej Ślusarek. - Według mnie, nazwisko jest chronione przez prawo cywilne w Polsce - mówi. - Osoba, której dane zostały wykorzystane do utworzenia domeny, może zgłosić się do Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej. Tam sąd arbitrażowy rozstrzygnie, do kogo powinien należeć adres. Zazwyczaj takie sprawy kończą się ugodą - dodaje mecenas.

Drogie adresy Hanna Gronkiewicz-Waltz nie jest jedyną osobą publiczną, której nazwisko zostało użyte do założenia domeny internetowej. Na Allegro można już było kupić lech-kaczyński.pl. I to za jedyne 16,5 złotego. Domenę rydzyk.pl wylicytowano na ponad 10 tysięcy złotych! Co się teraz z nimi stanie? Na razie nie zostały uruchomione w sieci. My nabyliśmy domenę prezydent stolicy, by nie dostała się w niepowołane ręce. Na przykład jakiegoś szalonego internauty, który pod adresem hannagronkiewiczwaltz.pl umieściłby coś nieprzyzwoitego. Zjawisko rejestrowania domen z cudzym nazwiskiem (zazwyczaj osoby publicznej) lub nazwą firmy, która do nas nie należy, obecne jest w internecie od dawna. Nazywa się cybersquattingiem. Ludzie, którzy je zakładają, zwani są dzikimi lokatorami internetowymi. Rejestrują domeny po to, by później je odsprzedać i zarobić.

Gwiazdy filmowe, takie jak Angelina Jolie czy Brad Pitt, chcąc się zabezpieczyć, rejestrują domeny, które mogą brzmieć tak jak imiona ich dzieci. Tom Cruise od lat bezskutecznie procesuje się z dzikim internetowym lokatorem, który zdobył adres www.tomcruise.com.

Źródło: Życie Warszawy



Seat z Allegro za złotówkę

Kolejny spór o internetową aukcję. Gdańszczanin kupił na Allegro za złotówkę dwuletniego seata. Sprzedający tłumaczy się, że popełnił błąd i nie chce oddać samochodu. Sprawa trafi do sądu Pan Sławek z Gdańska kupił 28 lutego na Allegro dwuletniego, bezwypadkowego seata alhambrę. Skorzystał z opcji "kup teraz", czyli bez licytacji, za cenę wskazaną przez sprzedawcę. Sprzedawcą o pseudonimie "Kościelny30 " był pan Krzysztof z Koniakowa. Chciał za siedmioosobowe auto z alufelgami, klimatyzacją, wspomaganiem kierownicy, ABS-em i poduszkami powietrznymi ok. 75 tys. zł. Potwierdza, że w opcji "kup teraz" ustawił złotówkę. Ale auta za tę cenę nie chce oddać.

To nie pierwszy przypadek

Pan Sławek chce złożyć pozew do sądu. Jego prawnikiem jest zielonogórski adwokat Sebastian Kordel, który reprezentował inną allegrowiczkę Agnieszkę Trzebińską z Żagania. W grudniu kupiła ona za złotówkę łódkę AM 480 wartą 40 tys. zł. Sprzedawca nie wystawił opcji ceny minimalnej, kiedy się zreflektował, zakończył szybko aukcję, podpisując tym samym umowę sprzedaży z osobą, która dała najwyższą ofertę. W tym przypadku była to złotówka pani Agnieszki. Pozew trafił do sądu, ale obyło się bez procesu. Nieoficjalnie "Gazeta" dowiedziała się, że pani Agnieszka ma już łódź, ale nie chce zdradzić szczegółów ugody.

Być może sprzedający zreflektował się po wyroku w podobnej sprawie, jaki zapadł na początku lutego. Sąd w Warszawie przyznał wtedy, że wygrana licytacja w internetowym serwisie aukcyjnym Allegro to umowa kupna-sprzedaży ze wszystkimi konsekwencjami. Nakazał oferentowi sprzedać auto Jeep Grand Cherokee z 2000 r. za wylicytowane 23 tys. zł, choć jego cena rynkowa była co najmniej dwukrotnie wyższa. Nie pomogło tłumaczenie sprzedawcy, że zapomniał w swej aukcji podać ceny minimalnej, a poza tym zepsuł mu się modem i nie mógł tego skorygować przed końcem aukcji.

Na to, że dostanie wylicytowanego seata, liczy także pan Sławek z Gdańska. - Szukałem dostawczego busa, ale kiedy zobaczyłem seata z opcją "kup teraz" za złotówkę, nie wahałem się ani sekundy. Może gość wygrał w totka i chce kupić jaguara? Różne gratki zdarzają się na Allegro - opowiada. - Kiedy zadzwoniłem, by sfinalizować zakup, usłyszałem, że ktoś zrobił wystawcy głupi kawał. Potem kazał kontaktować się ze swoim adwokatem. Trudno, spotkamy się w sądzie. Ja zapłaciłem mu za towar przekazem.

Łowcy okazji

- Auto jest moje i zamierzam je sprzedać, ale po dobrej cenie - ucina sprzedawca seata pan Krzysztof. Jego prawnik uzasadnia. - System Allegro nie uwzględnia sytuacji, w której w polu cena wpisujemy hasło "cena do uzgodnienia", a tak zrobił mój klient. Wtedy system przypisał najmniejszą kwotę, czyli złotówkę. Powołamy się na art. 84 kc, który uwalnia od skutków prawnych, jeśli udowodnimy, że nasz klient działał w błędzie. Jeśli urząd skarbowy błędnie naliczy nam zwrot podatku, też nie oddamy państwu dwóch milionów? - tłumaczy Sylwester Nowakowski z gdyńskiej kancelarii. - Poza tym system Allegro ma dziury w procedurach. Nie można błędu naprawić telefonicznie, pracownicy proszą, by wysłać maila z pytaniem. W tym czasie może dojść do niekorzystnej transakcji - tłumaczy.

Ale innego zdania jest Allegro, uznaje transakcję za zawartą, bo tak mówi regulamin. Sprzedawca od roku był allegrowiczem, podpisał oświadczenie, że zna zasady panujące w serwisie. - Aukcja rozpoczęła się 24 lutego, zakończyła po czterech dniach. Klient miał czas, by dokonać zmian. Nie kontaktował się z nami, by zgłosić błąd. W przeciwnym razie na pewno uzyskałby pomoc. Informacje, jak zachować się w takiej sytuacji, są także na naszej stronie. Nie jest też prawdą, że system automatycznie przypisuje złotówkę w polu "kup teraz", klient musiał tam taką kwotę wpisać - opowiada Bartek Szambelan, rzecznik Allegro. Na pytanie, dlaczego Allegro nie informuje wystawców, że popełnili błąd w podawanej cenie, odpowiada: - Czy właściciel centrum handlowego ma obowiązek upominać właściciela butiku, że sprzedaje buty po zbyt niskiej cenie? Powtarzam: trzeba czytać regulamin i sprawdzić kilka razy formularz, zanim umieści się go na stronie.

Jastrzębie na Allegro

W internecie roi się już od osób, które przeglądają superoferty. Michał z Zielonej Góry jest allegrowiczem od dwóch lat, ma w małym palcu cały regulamin. Ale odważniej zaczął licytować po wyroku w sprawie jeepa. - Interesuję się wszystkim ofertami, które nie mają ceny minimalnej. Za 2 zł kupiłem już siostrze oryginalną torebkę Louis Vuitton - wartą jakieś 3 tys. zł, po kilka złotych kupowałem części do komputera, reflektory do auta, markowe spodnie. Raz udało mi się wylicytować opla astrę za 40 zł, ale sprzedawca w porę się zreflektował, usunął mnie z aukcji i zakończył ją, twierdząc, że auto mu ukradli spod bloku - opowiada Michał.

Do mecenasa Kordela w ciągu ostatniego miesiąca zgłosiło się już kilkanaście osób, które kupiły na Allegro coś po okazyjnej cenie - np. laptopa za złotówkę - ale sprzedawcy nie chcą wydać im towaru. - Weszliśmy w erę elektroniki. Niestety, internauci zbyt lekko podchodzą do umów zawieranych elektronicznie, myśląc, że nie mają skutków prawnych. Trzeba się liczyć z tym, że nawet jeśli wystawiamy przedmiot sondażowo, możemy niechcący zawrzeć umowę sprzedaży - tłumaczy adwokat.

- Zawsze można próbować się tłumaczyć, że ktoś zrobił nam głupi kawał i wystawił przedmiot bez naszej wiedzy albo zawarliśmy umowę, bo byliśmy nieświadomi błędu. W pierwszym przypadku musimy natychmiast powiadomić prokuraturę o popełnieniu przestępstwa. Żartownisiowi, który bez naszej zgody przetwarza, gromadzi, przekazuje lub usuwa dane elektroniczne, który chce zarobić albo nam zaszkodzić, grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia - wyjaśnia Kordel. - A nieświadomość błędu? Byłbym w stanie w to uwierzyć, gdyby chodziło o 84-letniego rolnika, który chce sprzedać na Allegro traktor, a nigdy nie pracował przy komputerze. Ale nie w przypadku faceta przed czterdziestką, który prowadzi prężną firmę.

Źródło: Gazeta.pl



Allegro: spory prawne tylko nam pomagają

Największą barierą rozwoju e-commerce w Polsce jest słaby dostęp do internetu, zwłaszcza na prowincji.

Czy ostatnie przypadki sporów prawnych dotyczących transakcji na Allegro, choćby konflikt o ważność sprzedaży samochodu terenowego, gdzie właściciel zapomniał ustalić cenę minimalną, mogą pana zdaniem w jakimś sensie wpłynąć na zmniejszenie zainteresowania handlem w waszym serwisie?

- Wręcz przeciwnie. Musimy uświadomić sobie, że zakupy w internecie nie różnią się niczym od zakupów w tradycyjnym handlu, ze wszystkimi tego konsekwencjami. W tej perspektywie, tego typu spory prawne mogą wpływać na poprawę zachowań przede wszystkim ze strony mało jeszcze doświadczonych kupujących. Najważniejsze, to aby przed rozpoczęciem przygody z naszym serwisem zapoznać się dokładnie z zasadami, jakie panują w Allegro.pl.

Komisja Europejska ogłosiła, że chce lepiej chronić prawa konsumentów kupujących przez internet, zwłaszcza w transakcjach transgranicznych. Zwraca uwagę, że konsumenci skarżą się na niezrealizowane zamówienia czy opóźnienia przesyłek. Czy w przypadku waszych klientów jest to poważny problem?

- Handel w Allegro.pl odbywa się przede wszystkim na terenie Polski, choć nasza Grupa rozwija działalność także po za granicami kraju. Jesteśmy już obecni w Rosji, na Ukrainie, w Czechach i na Węgrzech. Dotychczas nie obserwowaliśmy jednak takich problemów, ponieważ transakcje między naszymi zagranicznymi użytkownikami a internautami z Polski to obecnie niewielki procent naszych obrotów. Jednak wydaje mi się, że każde rozsądne uregulowania prawne normujące handel internetowy na poziomie Komisji Europejskiej są korzystne dla sprzedaży w sieci.

Jakie docelowe plany ma właściciel Allegro w stosunku do serwisu w Polsce, a także serwisów na innych rynkach?

- Obecnie pracujemy nad uruchomieniem serwisu w Rumuni i Bułgarii. Start zaplanowaliśmy już w najbliższym czasie. Jednocześnie pracujemy nad kilkoma ważnymi rozwiązaniami, które wprowadzimy w Allegro.pl.

Jak ocenia pan perspektywy polskiego e-commerce? Jak długo, pana zdaniem, będzie on rósł w tym tempie, co obecnie? Czy widzi pan zagrożenie dla pozycji Allegro ze strony konkurentów?

- Nadal największą bolączką jest dostęp do internetu. Choć w ostatnim czasie ceny spadły dość znacznie, to jeszcze mimo wszystko wiele osób nie może pozwolić sobie na sztywne łącze. W dużych ośrodkach miejskich nie ma większego problemu. Jest wielu dostawców usług internetowych, a tym samym konsument ma możliwość wybrania najbardziej atrakcyjnej oferty. Jeśli jednak wybierzemy się na prowincję, to sytuacja nie wygląda już tak dobrze. Wydaje mi się, że do czasu, kiedy internet nie stanie się bardziej powszechny, będziemy mieć do czynienia z takim wzrostem jak obecnie. Konkurencja jest zdrowa dla wszystkich uczestników rynku.

Źródło: Gazeta Prawna



Allegro: spory prawne tylko nam pomagają

Handlujesz na dużą skalę na Allegro? Twój sklep internetowy nie płaci VAT? Uważaj. Już jutro zapuka skarbówka. W Realu.

Liczba polskich internautów przekroczyła 11 milionów. I rośnie. Odsetek tych, którzy nie tylko surfują w sieci, ale także robią w niej zakupy, sięga 25 proc. I rośnie. Wartość handlu internetowego w 2006 r. zbliżyła się do rekordowych 5 mld zł. I rośnie. Jak śnieżna kula. Firma Gemius szacuje, że w 2010 r. nie około 1,5 proc. (jak jest dziś), ale 4 proc. całego handlu detalicznego przypadnie na e-commerce. Wydamy w internecie 16 mld zł.

Podręcznik w rękę

Wiedzą o tym nie tylko analitycy. Zauważył to też fiskus. Wystarczy zajrzeć do "Zadań dla urzędów kontroli skarbowej na rok 2007". Spenetrowanie handlu w internecie jest jednym z priorytetów. "Rosnąca skala tego zjawiska zmusza organy kontroli skarbowej do wnikliwego zainteresowania się tym segmentem rynku i wypracowania adekwatnych metod kontroli" - czytamy w dokumencie.

Nie ma wątpliwości: fiskus chce śmielej wkroczyć w wirtualny świat. Co to znaczy w praktyce?

- Po raz pierwszy w historii kontrole handlu w internecie będą koordynowane przez Ministerstwo Finansów. Każdy Urząd Kontroli Skarbowej (UKS) otrzyma jasno określony ambitny plan kontroli, z którego wykonania będzie rozliczany - wyjaśnia Tomasz Korzecki, nowy naczelnik wydziału informatyki w Departamencie Kontroli Skarbowej Ministerstwa Finansów.

Na razie jednak rzeczywistość skrzeczy. Inspektorzy czasem nie tylko nie wiedzą, jakie zagrożenia niesie e-commerce, ale nawet, czym tak naprawdę jest sam internet.

- Inspektorzy muszą się nauczyć, że internet to bardzo cenne źródło informacji. Jeśli na wizytówce kontrolowanej firmy czy jej samochodzie widnieje adres strony internetowej, to trzeba ją sprawdzić. Zawsze może wyjść na jaw, że za jej pomocą prowadzona jest nieewidencjonowana sprzedaż. Sam spotkałem się z taką sytuacją. Kontrolowałem hurtownię i okazało się, że jednocześnie prowadzi ona sprzedaż detaliczną w internecie. Bez wymaganej kasy fiskalnej - mówi Tomasz Korzecki.

Misjonarze z Francji

Żeby poprawić znajomość tematu minister finansów stworzył specjalny podręcznik metodyki kontroli, przeznaczony dla urzędników fiskusa. A ten powstał dzięki pomocy Francuzów.

Wszystko zaczęło się w październiku 2004 r. W ramach projektu Phare 2003 "Wsparcie polskiej administracji podatkowej", rozpoczęto "działania kontrolne skierowane na firmy oferujące usługi lub towary przez Internet". Pieniądze (180 tys. euro) wyłożyła Unia Europejska - głównie na szkolenia prowadzone przez ekspertów z francuskiej skarbówki (przeprowadzili 18 tzw. misji). To oni najpierw rozpoznali sytuację, a potem opracowali założenia polskiej strategii walki z przestępczością w internecie. W lipcu 2005 r. grupa urzędników z kilku wybranych UKS-ów i izb skarbowych zaczęła w wirtualnym świecie szukać firm unikających podatków. Z początkiem 2006 r. pilotaż się skończył i pod lupą fiskusa znalazły się wszystkie województwa.

Pod koniec zeszłego roku Francuzi zakończyli misję. Przeszkolili dokładnie 39 osób: z UKS-ów oraz urzędów i izb skarbowych. To one, jako koordynatorzy ds. e-handlu, monitorują internet, typują podmioty do kontroli, określają obszary ryzyka i nadzorują kontrole prowadzone w ich jednostkach.

W pierwszej linii frontu walki z oszustwami podatkowymi w sieci mają stanąć UKS-y. Koordynator jest w każdym z nich. W przeciwieństwie do urzędów skarbowych UKS-y mają też wyszkolonych analityków, a w trudniejszych sprawach mogą liczyć na pomoc specjalistów z resortu finansów, choćby informatyków.

Pomóc ma też sprzęt. We wszystkich UKS-ach fiskus uruchomi Argos: specjalny moduł przeszukiwania internetu, będący częścią Informatycznego Systemu Wspomagania Kontroli Skarbowej (ISKOS). Jak on działa? Inspektor po wybraniu strony www z jakiejś branży (na liście podejrzanych są choćby kosmetyki i elektronika), zleca wyszukanie słów kluczy, które Argos następnie odnajduje w całej sieci. Przy czym słowami kluczami mogą być dane identyfikacyjne (telefon, adres etc.), ale też popularne, choćby na aukcjach, frazy z ogłoszeń, takie jak "bez VAT", "obcinamy VAT" itp.

Początek drogi

To właśnie unikanie płacenia VAT-u i w fazie pilotażu, i obecnie zdarza się najczęściej. Trzeba pamiętać, że każdy, kto w ciągu roku sprzeda na portalach aukcyjnych czy w sklepie internetowym towary lub usługi za więcej niż 10 tys. euro automatycznie podlega podatkowi VAT. Jeśli się temu nie podporządkuje, narazi się nie tylko na konieczność jego zapłacenia z odsetkami, ale również na dodatkowe sankcje (np. za brak kasy fiskalnej czy nierzetelne prowadzenie ksiąg rachunkowych).

Od 1 lipca do 31 grudnia 2005 r. fiskus przeprowadził 160 kontroli internetowych. W 86 z nich wykryto nieprawidłowości, a uszczuplenia wyniosły 980 tys. zł. W 2006 r. kontroli (tak urzędów skarbowych, jak i UKS) było już 398. Z tego 223 zakończyło się ustaleniami: na ponad 2,7 mln zł. Niewiele. Szczególnie gdy porównać to choćby z wyłudzeniami VAT przez mafię paliwową (tam ustalenia podatkowe szły w setki milionów złotych).

- Porównywanie tych wartości nie ma sensu. Mafiosi paliwowi korzystali z tzw. słupów, od których nie można było nic ściągnąć. A przy oszustwach internetowych ściągalność sięga 100 proc. - mówi Tomasz Korzecki.

I dodaje, że już w 2007 r. kontroli i wykrytych uszczupleń będzie znacznie więcej.

Kup teraz z podatkiem

Pod lupę inspektorów wpadną głównie uczestnicy aukcji internetowych. Przede wszystkim Allegro. I nic dziwnego. To na ten serwis przypada większość obrotów polskiego e-handlu. Tylko w 2006 r. za jego pośrednictwem właściciela zmieniło 46 mln przedmiotów (w 2005 r. 25 mln), wartych 2,5 mld zł (blisko tysiąc istniejących polskich e-sklepów osiągnęło w tym samym czasie nieco niższy obrót).

Tak dynamiczny rozwój serwisów aukcyjnych to zasługa coraz popularniejszego sposobu sprzedaży typu "kup teraz". W przeciwieństwie do licytacji, tu sprzedający wystawia dany towar w dużych ilościach i po stałej cenie.

- Taką działalność traktuje się jako alternatywę dla posiadania własnego sklepu internetowego. Tyle że pod względem podatkowym nic się nie zmienia. Jeżeli sprzedaż ma dużą częstotliwość, jest prowadzona w sposób ciągły i zorganizowany, stanowi działalność gospodarczą, od której trzeba zapłacić podatek dochodowy i VAT - mówi jeden z wyszkolonych inspektorów.

A allegrowicze zazwyczaj tego nie robią. Z dotychczas skontrolowanych podmiotów blisko 35 proc. w ogóle nie zarejestrowało działalności gospodarczej. Odsetek ten się jednak zmniejsza. Coraz więcej jest za to firm, które mimo zarejestrowania działalności, nie wykazują obrotów uzyskiwanych w internecie.

Jakiś czas temu łódzki UKS zrobił szeroko zakrojoną akcję przeciw wirtualnym oszustom. W jej rezultacie nieuczciwi e-sprzedawcy zaczęli wychodzić z szarej strefy. Po jakimś czasie, gdy okazało się, że zarobek nie jest już tak łatwy, zaczęli kombinować mocniej. Już nie tylko unikali podatków, ale także zaczęli używać fałszywych dokumentów do zakładania kont aukcyjnych i rachunków bankowych. Inspektorzy musieli poprosić o pomoc policję.

Pomaga policja i donosy

W policji e-przestępstwami zajmuje się kilkunastu funkcjonariuszy z komendy głównej, kilkunastu z Centralnego Biura Śledczego, paru ze szkół policyjnych oraz kilkuosobowe zespoły w wydziałach ds. przestępczości gospodarczej w komendach wojewódzkich. Łącznie blisko 100 funkcjonariuszy. Najlepsi z nich szkolili inspektorów skarbowych.

- Na co dzień współpracujemy głównie nieformalnie, bo tak szybciej. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkie e-przestępstwa interesują i nas, i policję - mówi jeden z inspektorów.

Największą pomoc skarbówka uzyskuje jednak od właścicieli portali aukcyjnych, firm hostingowych (w przypadku e-sklepów) oraz banków. To dzięki ich informacjom ustala bez problemu obrót danego podmiotu, a więc również podstawę opodatkowania. Fiskus, jak to fiskus, korzysta też z donosów.

- Trudno się dziwić, że płacący podatki, nie godzą się na nieuczciwą konkurencję. Nikomu nie podoba się rywalizacja na nierównym boisku - mówi jeden z naszych rozmówców.

Tak on, jak inni koordynatorzy, podatkowych oszustów będą szukać w tym roku nie tylko na portalach aukcyjnych i w e-sklepach. Zajrzą też do firm webmasterskich, a nawet różnych grup dyskusyjnych. Spotkają zaskoczonych, niczego nie świadomych internautów? Raczej nie.

- Najczęściej kontrolowani, szczególnie ci nierejestrujący w ogóle działalności gospodarczej, od razu wiedzą, że chodzi o sprzedaż w internecie. Łamią prawo świadomie, licząc, że a nuż się uda. Zrobimy wszystko, by się przeliczyli - puentuje Tomasz Korzecki.

Źródło: Gazeta.pl












Allegro , eBay , aukcje , licytacja , Allegro , eBay , aukcje , licytacja , Allegro , eBay , aukcje , licytacja , Płacę z Allegro